Od naszej ostatniej wyprawy minęło 12 długich miesięcy. Trochę wbrew logice, zapominając o trudach ubiegłorocznej eskapady, z niecierpliwością czekaliśmy na dzień, kiedy z obładowanymi do granic możliwości rowerami znów staniemy na peronie stacji PKP w Chróścinie. No i stało się...3 sierpnia z opiekunem naszego koła turystycznego p. K. Iwańskim wyruszyliśmy na drugi etap Krajoznawczego Rowerowego Obozu Wędrownego Absolwentów, czyli KROWĘ 2. Cel mieliśmy jasno sprecyzowany: przejechać rowerami pozostałą część polskiego wybrzeża Bałtyku na odcinku Świnoujście – Rowy. Nasze przedsięwzięcie zakończyło się sukcesem, choć nie było łatwo...ale o tym za chwilę...

Gdy w sobotę, 6 marca większość śmiertelników przewracała się w łóżkach na drugi bok, żądna przygód 7-osobowa grupa z chróścińskiego gimnazjum i dwóch opiekunów stawiła się rano o godzinie 7:45 na pobliskim dworcu. Ponieważ wyjazd był krótki, (trwał niecałe dwa dni) plecaki nam nie ciążyły i ubrani na słynną „cebulkę” wsiedliśmy do pociągu. Czekał na nas Szczeliniec Wielki

Na wrocławskiej stacji przyszło nam czekać pół godziny, więc by podreperować siły poszliśmy coś zjeść. W pociągu, mając przed sobą długą jazdę, zastanawialiśmy się, czy tym razem PKP przygotowało nam jakieś niespodzianki…

Długo nie musieliśmy czekać. Jeszcze była długa droga przed nami, gdy pociąg zatrzymał się i nie wyglądało na to, że ruszy dalej. Gdy wyszliśmy, ujrzeliśmy autobus. PKP nie zostawiło nas (i reszty pasażerów) na pastwę losu i to właśnie w tym pojeździe mieliśmy dotrzeć do celu podróży: stacji w Kudowie Zdroju.

Zmierzając ku kaplicy czaszek (jednej z trzech w całej Europie), wstąpiliśmy do pijalni wód by zregenerować siły zdrową, „smaczną” wodą źródlaną. Gdy doszliśmy do Czermnej, nasz przewodnik – zakonnica – opowiedział nam historię wybudowanej w 1904 roku kaplicy. Ściany z poukładanych kości wzbudzały nasz podziw i zainteresowanie. Na wystawie mogliśmy zobaczy m.in. czaszki: ks. Tomaszka, grabarza Langera, sołtysa Czermnej i jego żony, przedziurawione czaszki dwóch żołnierzy zabitych bronią białą, kość udowa wysokiego, mniej więcej dwumetrowego Szweda i charakterystycznie zbudowana czaszka Tatara, czaszki ze zmianami chorobowymi oraz źle zrośnięte kości kończyn.

Członkowie Koła Turystycznego „TRAMP-EK” działającego przy ZS w Chróścinie w dniach 19-20.12.2009r . po raz kolejny wyruszyli na turystyczny szlak. Tym razem celem wyprawy było zdobycie jednego ze szczytów zaliczanych do Korony Polskich Gór – Skalnika (945 m.n.p.m.) w Rudawach Janowickich. Oto krótka relacja z zimowej ekspedycji:

DZIEŃ I

Na rozstaju drógI znów stoimy na peronie stacji PKP w Chróścinie wyruszając w „nieznane”. Który to już raz? Podczas ostatniej naszej eskapady walczyliśmy z upałem i morską bryzą, a tym razem (co czujemy wyraźnie po szczypiących uszach i marznących nosach) przyjdzie nam się zmierzyć z mrozem i śniegiem. Cel mamy ambitny – zimowe wejście na najwyższy szczyt Rudaw Janowickich – Skalnik.

Podróż pociągiem przebiega bez zakłóceń (nie licząc oczywiście półtoragodzinnego opóźnienia pociągu z Wrocławia do Jeleniej Góry) i ok. 1400 docieramy do Janowic Wielkich. Tu reguła, że im wyżej tym zimniej sprawdziła się całkowicie i po wyjściu z wagonu wita nas prawdziwie polarne powietrze (termometr wskazuje – 180C). Ruszamy szybkim marszem i po dwóch godzinach dochodzimy do schroniska Szwajcarka (zbudowanego w 1823r. w stylu tyrolskim) i jednego z najwyższych wzniesień Gór Sokolich – Sokolika. Sokolik ze względu na swoją charakterystyczną budowę stanowi prawdziwą Mekkę dla wspinaczy skałkowych (swoje pierwsze kroki stawiali tutaj m.in. himalaiści Wanda Rutkiewicz, Krzysztof Wielicki i Aleksander Lwow). Na platformę widokową umiejscowioną na szczycie wspinamy się po krętych metalowych schodach. Zapadł zmierzch, wiec przed nami rozpościera się zapierający dech w piersiach widok na lśniącą tysiącami migocących światełek Kotlinę Jeleniogórską. Panorama urzeka nas, ale coraz bardziej daje się we znaki spadająca temperatura (-220C). Teraz już z latarkami w dłoniach schodzimy w kierunku Bukowca, gdzie w schronisku Skalnik czeka ciepły posiłek i gorąca herbata.

DZIEŃ II

Skalnik zdobyty – „zmrożona’ radość zwycięzcówWstajemy wcześnie. Przed nami kilka godzin wędrówki. W nocy temperatura na dworze spadła do -270C, co „boleśnie” odczuliśmy śpiąc w niedogrzanym pokoju. Ruszamy. Zalegający na szlaku śnieg, w którym brniemy po kolana, skutecznie utrudniający marsz, szybko doprowadza nasze zmarznięte mięśnie do pełnej sprawności. Czujemy się trochę jak pionierzy przemierzający dziewicze, niezbadane krainy… śnieg zasypał wszystkie ślady, a powalone pod jego ciężarem drzewa tworzą przeszkody „prawie” nie do pokonania. W tych warunkach jedyny ratunek przed zboczeniem ze szlaku to dokładna mapa, którą, na szczęście posiadamy. Około godziny 1230 osiągamy cel naszej wyprawy – stajemy na szczycie Skalnika. Przed nami wspaniały widok na Karkonosze i górującą ponad innymi wierzchołkami Śnieżkę. Robimy krótką przerwę by Zostało nam już „tylko” 27 szczytów do zdobyciazregenerować nadwątlone siły, ale obniżający się dosyć gwałtownie słupek rtęci w termometrze mobilizuje nas do wyruszenia w drogę powrotną. Po dwóch godzinach krańcowo zmęczeni docieramy do Rędzin. Stąd mieliśmy się udać autobusem w kierunku stacji PKP w Marciszowie. Niestety czeka nas przykra niespodzianka – autobus w weekendy nie kursuje (pamiętajcie, że są jeszcze takie miejsca na mapie Polski). Po raz kolejny możemy liczyć tylko na własne siły. Dzięki „wyjątkowemu” hartowi ducha w końcu (kolejne 10 km w nogach) stajemy przed budynkiem stacji kolejowej. W pociągu nasze ośnieżone ubrania i oszronione twarze wzbudzają zainteresowanie podróżnych. Dla nas to fakt bez znaczenia, liczy się jedno – jedziemy do domu. I choć może wyda się to komuś dziwne, znów wrócimy na turystyczny szlak, bo tylko tam czeka prawdziwa, wielka przygoda.

Opracowali: uczestnicy wyprawy

Minęły wakacje, czas leniuchowania, spania do południa i niezliczonej ilości godzin spędzanych przed monitorem komputera. Czy jednak można było ten wakacyjny czas spędzić inaczej? Na pewno tak! Uczniowie, a właściwie już absolwenci, Zespołu Szkół w Chróścinie zrzeszeni w kole turystycznym „TRAMP-EK” postanowili wypocząć aktywnie i pod opieką nauczyciela geografii Krystiana Iwańskiego wyruszyli na KROWĘ, czyli Krajoznawczy Rowerowy Obóz Wędrowny Absolwentów. Oto krótka relacja z sześciodniowej wyprawy:

Dzień I – „Na lądzie i na wodzie…”

Westerplatte – miejsce gdzie 70 lat temu, strzałami z niemieckiego  pancernika Schleswig-Holstein rozpoczął się koszmar II wojny światowejNiedzielny wieczór, stacja PKP w Chróścinie…doniosły moment rozpoczęcia podróży psują nam małe brzęczące stworzonka – komary, które tną bezlitośnie. Na szczęście zapakowane przez zapobiegliwych rodziców preparaty chroniące przed ukąszeniami pozwalają dotrwać do przyjazdu pociągu. Kiedy nadjeżdża, z trudem (tradycyjnie już PKP nie ułatwia nam podróży ) ładujemy rowery do wagonu i w drogę. Jeszcze tylko przesiadka we Wrocławiu, przenoszenie rowerów (brak podjazdów!) z peronu na peron i po całonocnej jeździe docieramy do Gdańska. Wita nas piękne poranne słońce. Dosiadamy naszych wehikułów, startujemy – kierunek Westerplatte. Przy Pomniku Obrońców Wybrzeża ruch – trwają przygotowania do obchodów 70 rocznicy wybuchu II wojny światowej. Z Westerplatte przemieszczamy się do Sopotu, by statkiem wyruszyć na spokojne wody Zatoki Gdańskiej. Punk docelowy naszego rejsu – Hel.

Dzień II – „Z Półwyspu Helskiego na kraniec Polski…”

Wieczorna kąpiel w morzu przywracała siły i dobry humorDrugi dzień wyprawy zaczynamy od naprawienia zniszczeń, jakich w obozowisku dokonała nocna burza. Szalejący żywioł uszkodził stelaże i doszczętnie przemoczył jeden z namiotów. Szybko usuwamy „usterki” i posileni pyszną jajecznicą (z 35 jaj!) przygotowaną przez nasze wspaniałe dziewczyny pedałujemy dalej. Jedziemy wzdłuż Zatoki Puckiej. Widoki przepiękne, ale pełnie szczęścia zakłóca nam jeden „mały” szczegół – wiatr. Wytężamy mięśnie, niestety rowery posuwają się do przodu powoli i z trudem. Wieczorem docieramy do Przylądka Rozewie i Jastrzębiej Góry. To najdalej na północ wysunięty lądowy kraniec Polski (54050’08’’N, 18018’10’’E).

Dzień III – „Pustynna Burza…”

Uczestnicy wyprawy, mimo licznych przeszkód i zmęczenia, jakie musieli pokonać na trasie, zawsze byli pełni energii i szalonych pomysłówWłaściwie do opisu wydarzeń tego dnia dopasować można tylko słowo „pustynna”, bo tempo przemieszczania się naszej ekipy w niczym nie przypominało wspomnianego powyżej zjawiska meteorologicznego. Po minięciu Jastrzębiej Góry i Jeziora Żarnowieckiego (z elementami niedokończonej budowy elektrowni atomowej) wjeżdżamy na wydmy w okolicach Łeby. Koła grzęzną w piasku i część drogi musimy przemaszerować pchając obciążone bagażami rowery. Z nieba leje się żar. Jest jednak myśl, która pozwala przetrwać: nadzieja na wieczorną kąpiel w wodach Bałtyku.

Dzień IV – „W Słowińskim Parku Narodowym…”

Czwartego dnia przemierzamy ścieżki rowerowe Słowińskiego Parku Narodowego. Trasa wiedzie wzdłuż dwóch przybrzeżnych jezior, powstałych w wyniku zamknięcia zatoki przez narastającą mierzeję: Jeziora Łebsko i Jeziora Gardno. Urokliwe zakątki tego obszaru wzbudzają zachwyt: potężne wydmy, liczne bagna i torfowiska.

Dzień V – „Idę na plażę, na plażę…”

Z pełny ekwipunkiem na sopockim molo200 km przejechane rowerem w tak trudnym terenie daje o sobie znać. Dzisiaj pozwalamy odpocząć zmęczonym nogom (i innym częściom ciała cierpiącym w czasie jazdy). Wstajemy wcześnie i rozkładamy się na plaży. Słońce cudownie przygrzewa, lecz po kilku godzinach zgodnie stwierdzamy, że leżenie na piasku nie może konkurować z atrakcjami rowerowej wędrówki. Żegnamy się z morzem i ruszamy na ostatni odcinek naszej trasy: Rowy – Słupsk.

DzieńVI – „Nareszcie w domu…”

Stacja PKP w Chróścinie…po przejechaniu rowerem 250 km, owiani morską bryzą, spaleni słońcem wysiadamy z pociągu. Zakurzone rowery w niczym nie przypominają tych błyszczących „maszyn”, jakie stały tu 6 dni temu. Jesteśmy zmęczeni, ale uśmiech nie schodzi z naszych twarzy, a oczy błyszczą radośnie. Wiemy jedno – przeżyliśmy prawdziwą, wspaniałą wakacyjną przygodę.

Opracowali: uczestnicy wyprawy