Kapryśne, deszczowe i chłodne lato za nami. Niesprzyjająca aura nie zachęcała do turystycznych wypraw. Jednak dla członków Koła Turystycznego „TRAMP-EK” każda pogoda jest odpowiednia, aby wyruszyć na spotkanie z przygodą. Nie zważając więc, na warunki atmosferyczne, już po raz trzeci, po drogach i bezdrożach polskiego wybrzeża i Żuław Wiślanych wędrowała chróścińska KROWA (Krajoznawczy Rowerowy Obóz Wędrowny Absolwentów).

Oto krótka relacja z eskapady:

I dzień

Podróż pociągiem wygląda tradycyjnie: ciasne drzwi wagonów uniemożliwiające prawie umieszczenie w nich rowerów, tłok, chaos na remontowanym dworcu we Wrocławiu i dziesiątki schodów, po których nasze obładowane do granic możliwości dwukołowe pojazdy trzeba wnosić na perony. Na szczęście rankiem opuszczamy w Gdańsku pociąg i już po kilku kilometrach, wśród pięknych nadmorskich krajobrazów, zapominamy o trudach nocnego „spotkania” z polską koleją. Pedałujemy ostro mijając kolejno malownicze miejscowości Mierzei Wiślanej: Jantar, Stegne, Sztutowo, Kąty Rybackie. Na dłużej zatrzymujemy się w muzeum utworzonym na terenie byłego obozu koncentracyjnego Stutthow, w którym śmierć męczeńską poniosło 65 tysięcy więźniów z kilkunastu krajów Europy. Wieczorem docieramy do Krynicy Morskiej (licznik zamontowany na rowerze jednego z uczestników wskazuje przejechany dzisiejszego dnia dystans – 90 km (całkiem niezły wynik!)).

II dzień

Wczoraj „maraton”, więc drugiego dnia dajemy odpocząć zmęczonym mięśniom. Dojeżdżamy do niedaleko położonej miejscowości Piaski (ostatniej, na Mierzei Wiślanej, przed granicą z Obwodem Kaliningradzkim), jemy pyszny obiadek i ścieżką rowerową (teoretycznie „rowerową” - pokrzywy po pas) wracamy do Krynicy. Namioty rozbijamy na plaży, chcąc nacieszyć się bliskim kontaktem z nieujarzmioną przyrodą (jak się okazuje, kontakt jest bardzo bliski, bo porwisty wiatr „kładzie” nam namioty i tylko dzięki wiatrochronowi zbudowanemu z gałęzi i... naszych rowerów nie „odlatujemy” w kierunku morza).

III dzień

Po nocy spędzonej na plaży wsiadamy z naszymi wehikułami na statek i płynąc przez Zalew Wiślany docieramy do Fromborka (miasta, w którym swoją naukową działalność prowadził Mikołaj Kopernik i gdzie został pochowany). Z Fromborka, już na rowerach, przez Braniewo dojeżdżamy do przejścia granicznego z Obwodem Kaliningradzkim (Rosja). Robimy pamiątkowe zdjęcie i w strugach deszczu (deszcz będzie nam „towarzyszył” tego dnia przez całą trasę) kierujemy się w stronę Elbląga. Wieczorem totalnie przemoczeni rozbijamy obóz na campingu przy przepięknie odremontowanej elbląskiej starówce. Nasze „kapiące” ubrania, bagaże i rowery „poruszają serca” biwakujących obok Holendrów, którzy częstują nas gorącą herbatą i oryginalnymi holenderskimi ciasteczkami.

IV dzień

Jesteśmy w depresji... na własne życzenie, ponieważ dojechaliśmy do niej rowerami(???). Raczki Elbląskie, do których dotarliśmy to najniżej położony punkt na obszarze Polski (1,8 m.p.p.m). Kolejny etap - Zamek Krzyżacki w Malborku. Po starych średniowiecznych murach wędrujemy z przewodnikiem przez 3 godziny, dalej jednak mamy wrażenie, że poznaliśmy tylko niewielki ułamek przebogatej historii tej budowli. Po pełnym wrażeń dniu nocujemy w Sopocie. Pomimo, iż w podróży „pomagaliśmy” sobie pociągiem (na trasie Tczew – Gdynia) na pole namiotowe trafiamy po północy.

V dzień

Nasza wędrówka dobiega końca. Dzisiaj przemieszczamy się trasą, znaną nam z poprzednich wypraw: odwiedzamy port w Gdyni i świetnie przygotowaną ścieżką rowerową mkniemy przez Półwysep Helski. W Jastarni pakujemy zakurzone (ciągle sprawne!) pojazdy do pociągu i wyruszamy w drogę powrotną.

VI dzień

Wysiadamy na stacji w Chróścinie. Jak po każdej wyprawie jesteśmy zmęczeni, ale też pełni wrażeń, emocji, przeżyć... i pewnie dlatego, niebawem, znów wrócimy na turystyczny szlak.

Na terenie byłego obozu koncentracyjnego Stutthof. Granica z Obwodem Kaliningradzkim (Rosja). W depresji...
Przed Zamkiem Krzyżackim w Malborku. Rowerowy układ gimnastyczny. Jest piasek...są wielbłądy. Uff...
Wiatrochron wykonany własnoręcznie przez Mariusza i p. Iwańskiego.
Na morzu. No to fruuu...