Zima dobiegła końca. Już niedługo całkiem zapomnimy o dokuczliwym mrozie, zasypanych śniegiem drogach i krótkich, pochmurnych dniach (brrr…). Jest jednak sposób, aby ten miniony zimowy czas zapamiętać zupełnie inaczej – odkryli go członkowie naszego Szkolnego Koła Krajoznawczo – Turystycznego „TRAMP –EK” podczas dwóch zimowych wypraw w góry. Ale może po kolei…oto krótka relacja z pełnych przygód eskapad:

Wyprawa I – „Zimowe wejście na najwyższy szczyt Gór Opawskich – Biskupią Kopę”

Głównym celem wyprawy było zdobycie trzeciego już szczytu Korony Polskich Gór. Mimo niezbyt imponującej wysokości ( 889 m.n.p.m.) wejście w zimowych warunkach okazało się nie lada wyczynem. Dotarliśmy do Pokrzywnej przed południem. Po rozlokowaniu się w schronisku pełni energii wyruszyliśmy czerwonym szlakiem w kierunku szczytu. Już po chwili przekonaliśmy się, że łatwa technicznie ścieżka przykryta metrową warstwą śniegu będzie wymagała od nas dużego samozaparcia. Tych 4 godzin brnięcia w zasypanym białym puchem lesie długo nie zapomnimy. Do celu docieraliśmy etapami. Pierwsza na szczycie stanęła męska część naszej wyprawy, a godzinę później, wyselekcjonowana, dwuosobowa delegacja grupy żeńskiej (reszta umęczonych pań pozostała przy kominku, w schronisku u podnóża szczytu). Z góry wracaliśmy we wspaniałych humorach i… w ciemnościach rozświetlanych (przezornie zabranymi wcześniej) latarkami. W miejscu noclegu uraczyliśmy się jeszcze przygotowanym przez „trampkowych” kucharzy spaghetti, a nasz całodzienny wysiłek nagrodzony został prezentami przyniesionymi (dwa dni przed terminem) przez Św. Mikołaja. Rano dając odpocząć zmęczonym nogom autobusem udaliśmy się w drogę powrotną.

Wyprawa II – „Ferie w Zakopanem”

Tym razem nasz wyjazd miał mieć charakter rekreacyjny. Nie planowaliśmy zdobywania tatrzańskich szczytów, czy też pokonywania zasypanych śniegiem górskich szlaków. Okazało się jednak, że i tu przydadzą się nam zdobyte na wcześniejszych wyprawach: hart ducha i siła woli (szczególnie u osób zakładających na nogi narty lub deskę po raz pierwszy). Zakopane przywitało nas śniegiem i słońcem, czyli wymarzonymi warunkami dla miłośników białego szaleństwa. Nie zwlekając przetransportowaliśmy bagaże z busa do pokoi (zamieszkaliśmy w naszej sprawdzonej bazie noclegowej u państwa Murańki – rodziców polskiego skoczka narciarskiego Klemensa) i udaliśmy się na stok. Ze względu na dużą liczbę „pionierów” w naszej grupie, nie obyło się bez upadków, fikołków i „akrobatycznych” zjazdów. Efekty tych wyczynów dały o sobie znać rano, kiedy po raz kolejny obolałe ciała próbowaliśmy umieścić w narciarskich kombinezonach. Pocieszające jednak było to, że z każdym zjazdem nasze umiejętności rosły i po 4 dniach Zakopane opuszczali profesjonalni narciarze i snowboardziści. Nasz pobyt to oczywiście nie tylko narty – nie zabrakło wieczornych wypadów na Krupówki, wjazdu kolejką na Polanę Szymoszkową i karkołomnego zejścia z Gubałówki, a przede wszystkim górskiego powietrza, wspaniałej zabawy i pełnego humoru czasu spędzonego w gronie turystycznej braci.

A więc podsumowując - choć za oknami już przepiękna wiosna pełna nowych turystycznych wyzwań, to zima pełna przygód, też może być porą roku, na którą czeka się z niecierpliwością.

Fan Club  Św. Mikołaja. Ekipa w pełnej gotowości.